Fundacja przetwarza dane osób, które:
– Zapisały się do newslettera Fundacji;
– Przekazały darowiznę na rzecz Fundacji;
Newsletter Fundacji Dom Kultury
Dane osobowe, uzyskane poprzez subskrypcję newslettera Fundacji, są przetwarzane za pomocą programu MailChimp®. Podane przez subskrybentów dane kontaktowe (adres e-mail, imię) są przetwarzane przez Fundację Dom Kultury w celu regularnego przesyłania zamówionego newslettera, informowania o wydarzeniach organizowanych przez Fundację oraz wszelkich działaniach składających się na realizację celów statutowych Fundacji.
Subskrybenci newslettera mają prawo dostępu do swoich danych oraz ich zmiany. Podanie danych osobowych jest dobrowolne. Nie dokonujemy automatycznych zapisów do naszej bazy wysyłkowej. Dane osobowe subskrybentów nie są udostępniane żadnym odbiorcom danych w rozumieniu art. 7 pkt 6 ustawy o ochronie danych osobowych.W zakresie realizacji usługi newslettera oraz przesyłanie treści informacyjnych o działaniach Fundacji, Twoje dane będą przetwarzane do czasu wycofania zgody lub wniesienia sprzeciwu względem takiego przetwarzania. Fundacja Dom Kultury zapewnia subskrybentom możliwość usunięcia danych z bazy wysyłkowej w każdym momencie i bez podawania powodu.
Dane darczyńców
Fundację Dom Kultury można wspierać finansowo, przekazując darowizny przelewem na konto lub za pośrednictwem systemu do wpłat online PayU oraz za pośrednictwem Facebooka. W przypadku darowizny przekazanej na konto przetwarzamy dane wymagane przez bank darczyńcy, niezbędne do dokonania przelewu. Podanie danych osobowych jest dobrowolne, ale konieczne dla realizacji celu w postaci przekazania wsparcia finansowego na rzecz Fundacji. W przypadku dokonania darowizny na rzecz Fundacji Dom Kultury dane będą przetwarzane w celu wykonania umowy darowizny, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Fundacji, a także w celach sprawozdawczych Fundacji. Dane osobowe darczyńców Fundacja przetwarza na podstawie prawnie uzasadnionego interesu, który jest rozumiany jako realizacja misji fundacji w postaci działań na rzecz pełnoprawnego udziału rodziców w przestrzeni publicznej.
Dane darczyńców przetwarzamy w dokumentacji księgowej oraz w programie MailChimp®. Darczyńcy mają prawo dostępu do swoich danych oraz ich poprawiania. Osoba, której dane dotyczą ma prawo w dowolnym momencie wnieść sprzeciw – z przyczyn związanych z jej szczególną sytuacją – wobec przetwarzania jej danych osobowych.
We raise funds to carry out our statutory activities on an ongoing basis, including resocialisation activities in prisons, educational activities in Youth Centres and running the eWKartke.pl blog.
Account number: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001
Close
O NAS
Kultura, sztuka i edukacja to filary Fundacji Dom Kultury.
Od 2007 roku Fundacja Dom Kultury prowadzi działalność zaangażowaną społecznie, wykorzystując sztukę, kulturę i edukację jako narzędzie przywracające ludzi do społeczeństwa.
Włącza artystów, twórców kultury, działaczy społecznych, pedagogów w działania na rzecz środowisk i osób z różnych powodów wykluczanych.
Prowadzi warsztaty artystyczne i edukacji kulturalnej dla młodzieży z ośrodków wychowawczych, więźniów, mniejszości etnicznych i kulturowych, dzieci ze środowisk z problemami, seniorów, a także wszystkich, którzy tego potrzebują. Aktywizuje kulturalnie, artystycznie, społecznie i zawodowo. Dowozi sztukę i kulturę tam, gdzie ich nie ma.
Wyrównuje szanse w powszechnym dostępie do sztuki, kultury i edukacji.
Od 2007 roku prowadzimy działania artystyczne wszędzie tam, gdzie jest na nie zapotrzebowanie. Do wspólnych projektów zapraszamy najciekawszych polskich artystów, edukatorów, kuratorów sztuki i osoby ze środowisk marginalizowanych i wykluczanych z wszelkich powodów. Docieramy do małych miejscowości województwa mazowieckiego, więzień, ośrodków dla uchodźców, ośrodków wychowawczych. pracujemy z mniejszościami.
Sztuka i kultura jest dla nas narzędziem włączania społecznego.
Edukację kulturalną i społeczną prowadzimy w szkołach wszystkich poziomów oraz poza szkołami, wszędzie tam, gdzie jest na takie działania zapotrzebowanie. Dwa razy w tygodniu od 2011 roku mamy zajęcia w więzieniu dla kobiet na Grochowie. Prowadzimy szerokie projekty dla społeczności romskiej i młodzieży z Młodzieżowych Ośrodków Wychowawczych.
Potrawy blogerek powstają z produktów zakupionych w kantynie więziennej i z zaoszczędzonych racji żywieniowych. W celach na oddziałach zamkniętych (zamkach) nie ma dostępu do kuchni, kuchenek, piekarników. Do dyspozycji jest czajnik elektryczny i plastikowe zielone naczynia.
Jajeczka kroimy na dwie połowy, kiełbasę w plasterki. Barszcz biały rozpuszczamy w ½ szklanki przegotowanej ale letniej wodzie w zielonej misce. Do rozprowadzonego barszczu dolewamy gorącej wody, dokładając łyżeczkę chrzanu i dokładnie mieszając. Uzupełniamy jajkami i kiełbaską – SMACZNEGO!
H. S.
Kebab z Kamczatki
Składniki:
Tortilla
Filet z piersi kurczaka lub antrykot
Pomidor
Ogórek zielony
Papryka
Cebula
Sos czosnkowy
Ketchup
Sos tabasco
Przygotowanie:
Pomidora, paprykę i ogórka kroimy w plastry, a cebulę w piórka
Placek tortilli smarujemy sosem czosnkowym, ketchupem, dodajemy sos tabasco
Mięso kroimy w paski i razem z warzywami kładziemy na placek, po czym zwijamy jak kebab
Doris
Dodatek do obiadu zielonego
Makaron ze szpinakiem – obiadowy
Serek topiony z kolacji
Zioła prowansalskie lub inne
Czosnek
Serek rozpuszczamy z wodą przegotowaną, do masy dodajemy zioła.
Zalewamy makaron ze szpinakiem i mamy pyszną „pastę werde”
Obrane jabłka zetrzeć na tarte, zalać sokiem z cytryny, wymieszać z tartym chrzanem, miodem i szczyptą soli.Możemy to jeść do wędlin. Smacznego!
Eveline
Sałatka wege – sojo
Składniki:
Sałata lodowa
Pomidor
Ogórek zielony
Cebula
Kotlety sojowe z obiadu
Kukurydza w puszce
Olej
Przyprawy wedle uznania
Sól, pieprz, maggi, koperek suszony
Przygotowanie:
Sałatę myjemy i rwiemy na drobne części
Pozostałe warzywa kroimy w kostkę, a kotlety sojowe w cienkie paski
Wszystko razem mieszamy dodając kukurydzę oraz przyprawy
Całość polewamy niewielką ilością oleju.
Doris
Sałatka z tuńczyka
2 puszki tuńczyka w oleju
1 puszka ananasa
2 ząbki czosnku
1/2 pęczka natki pietruszki
1 garść orzechów włoskich
1 jogurt naturalnych
1/2 słoik majonezu
Sól, pieprz
1 paczka rodzynek
Ananasa pokroić w kostkę- odcedzić, czosnek pokroić drobno, orzechy posiekać, pietruszkę posiekać, tuńczyka dołożyć do reszty i wymieszać wszystkie produkty, rozrobić jogurt z majonezem, posolić, popieprzyć, wlać 1/2 soku z ananasa- tego co został w puszce. Rodzynki zaparzyć, odcedzić i dodać do reszty, wszystko razem wymieszać i można się zajadać.
Ciasto jest smaczne i zaskakująco proste w wykonaniu. Robione tylko z polskich składników i pochodzących całkowicie z polskich supermarketów.
Co jest nam potrzebne:
Chleb. Dużo chleba. Kawa, rodzynki, dżemy, kisiel albo budyń i znowu chleb.
1. Namaczamy rodzynki
2. Zaparzamy szklankę dość mocnej kawy.
3. Obieramy kromki chleba ze skórek, tak by kromki pozostały w całości.
4. Zwilżamy chleb zaparzoną kawą i układamy warstwę z kromek w wysokim pojemniku. Na warstwie chelba rozsmarowujemy dżemy, najlepiej bardzo słodki, posypujemy rodzynkami. Przykrywamy kolejną warstwą namoczonego w kawie chleba, rozsmarowujemy dżem, posypujemy rodzynkami. Czynność powtarzamy do napełnienie pojemnika.
5. Na koniec zalewamy nasze ciasto budyniem lub kisielem.
6. Wstawiamy do lodówki lub na balkon
7. Po schłodzeniu nadaje się do spożycia.
Naprawdę pycha i po polsku! Tanio!
Monika
„Stefanka” bez pieczenia
Składniki:
1.dwie porcje masła ze śniadania
2. kostka białego sera
3. pięć łyżek cukru
4. paczka herbatników „Pettit”
5. pół tabliczki czekolady
Przygotowanie:
Masło utrzyj z cukrem i połącz z białym serem. Ułóż warstwę herbatników na dnie pudełka i rozsmaruj na nich masę serową o grubości 0,5 cm. Czynność powtarzaj do wykorzystania składników. Połam czekoladę na drobne kawałki i włóż do szklanki. Do zielonej miski wlej wrzącą wodę i wstaw do niej szklankę z czekoladą, mieszaj aż czekolada się rozpuści. Ostatnią warstwę herbatników zalej roztopioną czekoladą i odstaw w chłodne miejsce, aż zastygnie.
Doris
„Pychota celowa”
Ciasto drożdżowe, 1 opakowanie- kantyna
Śnieżka, 3 opakowania – kantyna
Mleko płynne lub w proszku
Galaretka, 2 opakowania
Czekolada lub wiórki kokosowe
Ciasto kroimy w plastry, szykujemy śnieżkę wg przepisu producenta, natomiast galaretkę rozpuszczamy w 1 szklance gorącej wody i czekamy do ostudzenia.
Pokrojone ciasto układamy w pojemniku jako pierwszą warstwę, następnie nakładamy dość grubo krem śnieżkę. Powtarzamy do trzech warstw (ciasto-krem). Po nałożeniu ciasta i śnieżki, bokami wlewamy schłodzoną galaretkę. Drobno skruszoną czekoladą posypujemy ciasto, można też posypać wiórkami.
H.S.
Blok – “resocjalizacyjny-Grochowski“
Mleko w proszku, ok 5 łyżeczek
Masło roślinne ½ opakowania
Kruche ciastka ok ½ kg.
Cukier 4 łyżki
Rodzynki lub orzechy ( może być jedno i drugie)
Mleko wymieszać z ciepłą wodą (przegotowaną), utworzyć masę. Dodajemy cukier ( do smaku), stopniowo rozpuszczone masło i kakao. Dodajemy bakalie. Utworzoną masę przekładamy do pojemnika, posypać wiórkami kokosowymi- lub zawinąć w rulon.
H.S.
„Szaleństwo po włosku – na bogato”
Herbatniki Petit Beurre, 2 opakowania
Kawa cappuccino lub inna
Masło roślinne, 3 łyżki
Śnieżka , 3 opakowania
Mleko płynne lub w proszku, ok 1 saszetka
Orzechy, 1 opakowanie
Wiórki kokosowe, 1 opakowanie
Cukier , około 2 łyżki
Szykujemy 2,5 szklanki gorzkiej kawy, w kawie rozpuszczamy herbatniki, do masy dodajemy masło i orzechy, cukier do smaku i mieszamy bardzo dokładnie. Układamy warstwami na przemian ze śnieżką.
H.S.
„Sernik na zimno – okienko”
4 serki uzbierane ze śniadania
2 galaretki, różne smaku z kantyny
Cukier wanilinowy 2 opakowania
Rozpuścić galaretkę w ¾ szklance gorącej wody, po ostudzeniu dodać serki i bardzo dokładnie wymieszać. Kolejna galaretkę rozpuścić w 2,5 szklance gorącej wody i czekamy do schłodzenia. Masę serową wykładamy do pojemnika, po stężeniu zalewamy letnia galaretką. Jeżeli mamy owoce układamy wg uznania i stawiamy na okienko.
H.S.
Dorisowiec
opakowanie „Herbatników Pettit”
torebki budyniu czekoladowego „Słodka Chwila”
torebki budyniu waniliowego „Słodka chwila”
łyżka kawy rozpuszczalnej
łyżka wiórek kokosowych
galaretka
„Śnieżka”
ok szklanka schłodzonego mleka (do przygotowania Śnieżki)
Przygotowanie:
Przygotuj według przepisu w osobnych naczyniach po dwa budynie czekoladowe i waniliowe.
Na dnie plastikowego pudełka ułóż warstwę herbatników.
Przykryj warstwę herbatników jednym budyniem waniliowym i posyp wiórkami kokosowymi.
Przykryj to kolejną warstwą herbatników, a na nie połóż jeden budyń czekoladowy i posyp go kawą.
Wykonaj ponownie czynność 3 i 4, a na koniec przykryj wszystko warstwą herbatników.
Odstaw pojemnik w chłodne miejsce.
W osobnym naczyniu rozrób galaretkę dodając nieco mniej wody, niż zaleca producent.
Gdy galaretka będzie już zimna i gęsta wlej ją ostrożnie na ostatnią warstwę herbatników.
Według przepisu na opakowaniu Śnieżki przygotuj bitą śmietanę, używając do tego zielonego widelca.
Gdy galaretka zastygnie, przykryj ją Śnieżką i odstaw w chłodne miejsce, na tak długo ile dasz radę wytrzymać, aby jej nie zjeść (ok 30 min)
Doris
Prawie 3 BIT
Herbatniki Petit (duże opakowanie)
Sernik na zimno ( opakowanie)
Mleko
Masa krówkowa
Śmietanka
Śmietana 18% (Piątnica)
Czekolada mleczna (może być z orzechami)
Układamy herbatniki 4szt. x 5szt.
Przygotowujemy sernik na zimno według przepisu, wykładamy na przygotowane ciastka. Następnie układamy kolejną warstwę herbatników, smarujemy masą krówkową, pokrywamy znowu herbatnikami. Robimy bitą śmietanę- śmietaną 18 %, dodajemy „śmietankę”, wykładamy na herbatniki. Rozpuszczamy w misce, nad parą wodną czekoladę i polewamy ostatnią warstwę herbatników. Odstawiamy do wieczora lub kolejnego dnia ( nie zawsze jednak zostaje )
Koronawirus zamknął mnie w domu, ale niestety nie swoim, i dołożył mi pracy i zmartwień. Nie miałam czasu na zatrzymanie, przemyślenia, kreatywność. Nawet na oglądanie seriali. Ale jest jedna rzecz, przed którą ten dziwny czas mnie chronił – przed dyktatem zegarka. Ciągłym pośpiechem, spóźnianiem się, wyrzutami sumienia z tego powodu. Nagle to, jak jest godzina, jaki jest dzień przestało być ważne. Po doświadczeniach kwarantanny mam lekko przetrąconą psyche, próbuję leczyć się sztuką. Mandale podobno działają terapeutycznie. Przesyłam zegarową mandalę.”
Dorota Podlaska
Autorka Dorota Podlaska
♦♦♦
Przed czym chroni mnie więzienie? Przed czystym powietrzem, przed jedzeniem lodów z truskawkami, przed wypiciem kawy z przyjaciółką, przed leżeniem na hamaku, przed czułością moich bliskich i przed wieloma cudownymi, przyjemnymi doznaniami. A tak na temat – to nie musi być koronawirusa, żeby chronić się przed negatywnymi emocjami w stosunku do Nas. Nie jest to powiązane z „narcyzem” lub samouwielbieniem, nie istotna jest również nasza samoocena i brak kompleksów. Istotne jest to żeby nie brać wszystkiego do siebie i dbać o to, żeby akceptowali nas ludzie, którzy są dla nas ważni. Aha i nie ma tu nic do rzeczy czy mamy szacunek do siebie, czy do innych. Nie świadczy to również o naszej ignorancji. I tu myśl „klasyka” – „Nie jesteśmy zupą pomidorową, żeby każdy Nas lubił” 😊
Pani Em
♦♦♦
♦♦♦
Przed czym uchroniła mnie izolacja?
Słowo izolacja stało się bardzo modne za sprawą koronawirusa. Izolacji było poddane całe społeczeństwo zgodnie z dyspozycją Służb Sanitarnych. Każdy po tamtej stronie muru mógł się przekonać, czym są ograniczenia. Gdy oglądałam programy informacyjne w tv, miałam wrażenie, że świat stanął na głowie. Po trzech miesiącach od pojawienia się w Polsce choroby zakaźnej strach, mam wrażenie, zmniejszył się. Wszystko zaczęło wracać do względnej normalności. Moim zdaniem izolacja, jaka dotknęła społeczeństwo, ma jednak niewiele wspólnego z izolacją penitencjarną. W areszcie życie toczy się w bardzo wolnym tempie. Trwa dni, miesiące, lata. Każdy dzień jest podobny do poprzedniego oraz następnego. Nasz kontakt ze światem za murami ograniczony jest do pięciominutowej rozmowy telefonicznej, listów oraz raz w tygodniu rozmowy trzydziestominutowej przez komunikator Skype. Również w Zakładzie Karnym odczuwamy skutki koronaświrusa. Nie możemy odbywać widzeń z bliskimi. Pojawia się olbrzymia tęsknota. Czas w tym miejscu odpowiedzieć sobie na pytanie: Przed czym uchroniła mnie izolacja?
Przed aresztowaniem kładłam się obok osób, które kocham, i zastanawiałam się, czy kolejny dzień nie sprawi, że życie moje i moich najbliższych legnie w gruzach. Czy teraz śpię spokojnie? Jasne jak słońce, że nie. Fakt, że wiele spraw związanych z wyrokiem się wyjaśniło. Teraz mogę odliczać miesiące i dni do opuszczenia Zakładu Karnego. Mnie izolacja przed niczym nie uchroniła, zaś wszystko mi zabrała. Stop- prawie wszystko. Izolacja nie była mi w stanie zabrać miłości najbliższych. Jakie są moje tęsknoty i wielkie pragnienia? Wiadomo, że jak każda z nas tęsknię za najbliższymi. To jest największa i najbardziej dotkliwa z tęsknot- sprawa jak najbardziej oczywista i naturalna. Najbardziej tęsknię za tym, co do niedawna było zwykłą rutyną. Za tym, co było codziennością. Za tym, na czym nie skupiałam swojej uwagi nawet w jednym procencie. Miejsce, w którym przebywam, ogranicza moją swobodę w wielu aspektach życia. Wobec powyższego brakuje mi swobody. Nie takiej na szeroką skalę, żeby wspinać się na Mnicha z taternikiem. Po prostu w tym miejscu jest tak, że nic nie możemy sobie zaplanować, bo często plany biorą w łeb, a nam w związku tym jest zwyczajnie przykro. Tęsknię za spokojnym snem w moim łóżku, w czystej pościeli. Aby obudzić się u boku mojej drugiej połowy. Aby zjeść śniadanie, obiad czy kolację z moją rodziną. Za moim ogrodem, który obudził się do życia z zimowego snu. Za zapachem krzewów i kwiatów. Za spokojem, którego od dawna nie zaznałam. Moje kubki smakowe chciałyby się rozkoszować smakiem pierogów, kotleta schabowego, bigosu z grzybami i śliwkami czy pysznym krokietem. Tęsknię za sportem, który od zawsze był ze mną. Za partyjką tenisa czy porządnym wysiłkiem na pływalni. Brakuje mi wydarzeń kulturalnych, które mogłam na bieżąco śledzić. Nowe interesujące filmy, musicale- które kocham, odkąd pamiętam, godzin spędzonych w empiku w poszukiwaniu- w moim mniemaniu- literackich perełek. Tęsknię za sobotami z naszymi przyjaciółmi i nie kończącymi się nigdy tematami, czasem do rana. Brakuje mi pławienia się w wannie z książką w dłoni. Wielu rzeczy, które dla wolnych ludzi są zwykłą normalnością.
W tym miejscu można swoje życie przewartościować. Zrozumieć, co jest naprawdę ważne… Na tym polega moja izolacja penitencjarna…
Blondi
♦♦♦
♦♦♦
Przed czym uchroniła mnie izolacja?
Słowo izolacja stało się bardzo modne za sprawą koronawirusa. Izolacji było poddane całe społeczeństwo zgodnie z dyspozycją Służb Sanitarnych. Każdy po tamtej stronie muru mógł się przekonać, czym są ograniczenia. Gdy oglądałam programy informacyjne w tv, miałam wrażenie, że świat stanął na głowie. Po trzech miesiącach od pojawienia się w Polsce choroby zakaźnej strach, mam wrażenie, zmniejszył się. Wszystko zaczęło wracać do względnej normalności. Moim zdaniem izolacja, jaka dotknęła społeczeństwo, ma jednak niewiele wspólnego z izolacją penitencjarną. W areszcie życie toczy się w bardzo wolnym tempie. Trwa dni, miesiące, lata. Każdy dzień jest podobny do poprzedniego oraz następnego. Nasz kontakt ze światem za murami ograniczony jest do pięciominutowej rozmowy telefonicznej, listów oraz raz w tygodniu rozmowy trzydziestominutowej przez komunikator Skype. Również w Zakładzie Karnym odczuwamy skutki koronaświrusa. Nie możemy odbywać widzeń z bliskimi. Pojawia się olbrzymia tęsknota. Czas w tym miejscu odpowiedzieć sobie na pytanie: Przed czym uchroniła mnie izolacja?
Przed aresztowaniem kładłam się obok osób, które kocham, i zastanawiałam się, czy kolejny dzień nie sprawi, że życie moje i moich najbliższych legnie w gruzach. Czy teraz śpię spokojnie? Jasne jak słońce, że nie. Fakt, że wiele spraw związanych z wyrokiem się wyjaśniło. Teraz mogę odliczać miesiące i dni do opuszczenia Zakładu Karnego. Mnie izolacja przed niczym nie uchroniła, zaś wszystko mi zabrała. Stop- prawie wszystko. Izolacja nie była mi w stanie zabrać miłości najbliższych. Jakie są moje tęsknoty i wielkie pragnienia? Wiadomo, że jak każda z nas tęsknię za najbliższymi. To jest największa i najbardziej dotkliwa z tęsknot- sprawa jak najbardziej oczywista i naturalna. Najbardziej tęsknię za tym, co do niedawna było zwykłą rutyną. Za tym, co było codziennością. Za tym, na czym nie skupiałam swojej uwagi nawet w jednym procencie. Miejsce, w którym przebywam, ogranicza moją swobodę w wielu aspektach życia. Wobec powyższego brakuje mi swobody. Nie takiej na szeroką skalę, żeby wspinać się na Mnicha z taternikiem. Po prostu w tym miejscu jest tak, że nic nie możemy sobie zaplanować, bo często plany biorą w łeb, a nam w związku tym jest zwyczajnie przykro. Tęsknię za spokojnym snem w moim łóżku, w czystej pościeli. Aby obudzić się u boku mojej drugiej połowy. Aby zjeść śniadanie, obiad czy kolację z moją rodziną. Za moim ogrodem, który obudził się do życia z zimowego snu. Za zapachem krzewów i kwiatów. Za spokojem, którego od dawna nie zaznałam. Moje kubki smakowe chciałyby się rozkoszować smakiem pierogów, kotleta schabowego, bigosu z grzybami i śliwkami czy pysznym krokietem. Tęsknię za sportem, który od zawsze był ze mną. Za partyjką tenisa czy porządnym wysiłkiem na pływalni. Brakuje mi wydarzeń kulturalnych, które mogłam na bieżąco śledzić. Nowe interesujące filmy, musicale- które kocham, odkąd pamiętam, godzin spędzonych w empiku w poszukiwaniu- w moim mniemaniu- literackich perełek. Tęsknię za sobotami z naszymi przyjaciółmi i nie kończącymi się nigdy tematami, czasem do rana. Brakuje mi pławienia się w wannie z książką w dłoni. Wielu rzeczy, które dla wolnych ludzi są zwykłą normalnością.
W tym miejscu można swoje życie przewartościować. Zrozumieć, co jest naprawdę ważne… Na tym polega moja izolacja penitencjarna…
Warsztaty mody w więzieniu były częścią naszego projektu „Sztuka na zamku”. Prowadził je Artur Żmijewski i zaprzyjaźnieni artyści. Sesja modowa została sfilmowana. Na Culture.pl czytamy: Filmy te zrealizowano w trakcie warsztatów prowadzonych przez Żmijewskiego w więzieniu dla kobiet … na zaproszenie Fundacji Dom Kultury. Artysta zaproponował odbywającym długoletnie wyroki kobietom wspólne gotowanie, malowanie oraz warsztaty stylizacji. Powstałe podczas każdego ze spotkań filmy zatytułowane są odpowiednio „Gotując”, „Malując” oraz „Making Up”.
Sesję sfotografowała Justyna Domasłowska Szulc
Jacek Taszakowski, modelka M., Artur Żmijewski, fot. Justyna Domasłowska Szulc
W ramach cyklu zajęć poświęconych niepełnosprawnościom, które organizujemy dla kobiet w więzieniu na Grochowie, odwiedzili nas Małgorzata Szumowska i Sebastian Grzywacz z Niewidzialnej Wystawy. Sebastian opowiadał o życiu osoby ociemniałej, utracie wzroku w wypadku motoryzacyjnym, czasie bezpośrednio po wypadku, początkowej bezradności, załamaniu i stopniowym powrocie do normalnego funkcjonowania. Pokazywał dziewczynom aplikacje na smartfona, dzięki którym osoby ociemniałe nie są wykluczone cyfrowo, poradził, jak nienachalnie pomagać osobom niewidomym spotkanym w miejscach publicznych i o pracy psa przewodnika, w tym wypadku Rolka, chesapeake bay retrivera. Małgorzata Szumowska, szefowa Niewidzialnej Wystawy, opowiadała o specyfice tego miejsca i celom, które spełnia (musicie je odwiedzić www.niewidzialnawystawa.pl). Dziewczyny ćwiczyły rozpoznawanie dłoniami symboli i przejście w opaskach po sali. A na koniec przytulały psa, który co prawda był w pracy, ale drogą wyjątku….
Zdjęcia: Małgorzata Brus
Mam pracę!!! To wyróżnienie… Będę rozbić karierę… Może zarobię – jak dadzą mnie na płatny etat – ze 180 zł będę miała – bo praca jest na pół etatu, ale pieniądze w więzieniu mają inną wartość. Większą… Więc to kupa szmalu… Rano wychodzę do pracy… Stoi wielki wózek – na nim duży garnek, kilka pojemników z chlebem – muszę poustawiać to wszystko. Tajemniczy termos z kartką, niewielką, Na niej napis – w rogu : chleb razowy x2; wafle ryżowe x2. Uuuuu…. Kto dostaje takie delikatesy?… nie widziałam takich rzeczy już 9 m-cy, czyli odkąd jestem tutaj. W termosie jest kilkadziesiąt sztuk mortadeli, dwa razy polędwica drobiowa (chyba), około 20 szt. dziwnej wędliny (jest różowa, zwarta i twarda), 2 jabłka. Wszystko rozpisane na tej kartce.
– Będziemy to rozdawać – mówi do mnie koleżanka z pracy – musisz uczyć się diet i zapamiętać, która co dostaje z osadzonych.
– OK…- kiwam niepewnie głową.
W Zakładzie Karnym nie ma normalnego wyżywienia, są diety i normy. Ruszamy… na koleżankę patrzę jak na swoje guru, ona wszystko wie, nauczy mnie i wytłumaczy. Rozdałyśmy. Nakarmiłyśmy. Wracam do celi. Mam wolne przez kilka godzin. Zastanawiam się, jak mam zgłębić temat tych diet. Skąd mogę wziąć materiały? Może będę miała szkolenie?
Obiad. Wychodzę na korytarz. I łka coś we mnie… Wielki kocioł zupy, mniejszy z kaszą i prostokątne termosy: kilkanaście sztuk. Moja koleżanka zarządza. Tłumaczy:
– To jest zupa na ogół. Tu masz na PK, a tu masz na L, resztę doczytaj – tylko żebyś się nie pomyliła!
Do termosów przyklejone są karteczki z literkami. Karteczki są mokre. Napisy rozmazały się. Nooo… muszę dać radę. Ustawiamy i jedziemy… próbujemy jechać. Jestem niska, a wózek jest ciężki.
– Przyłóż się, nie będę sama pchała!!!
Ciągnę wózek z całej siły. Drepczę do tyłu (koleżanka pcha), jakoś kończymy wydawanie posiłku. Koleżanka nie jest zadowolona… Kurdupla jej dali…
Wracam do celi. Wzięłam wydruk z jadłospisu. Staram się zrozumieć – to co – jest tam napisane:
P – to ogół, czyli dieta podstawowa.
Ale o co chodzi z tymi cyferkami? P1 – co to oznacza? Ostatnie P jest z literką 6 … dalej nic nie wiem…
Później są napisane diety z literką L. Co to L symbolizuje? Z czym mi się L kojarzy? Myślę… Dalej LC, LC z cyferkami LBG… Czuję się jak idiotka…
Kolacja.
Wychodzę. Ufff… Wózek jest lżejszy, ale czuję się, tak jakby ten wózek został moim największym wrogiem. Załatwiamy sprawę kolacji w 15 min. – prawie wszyscy mieli dżem. Było fajnie.. Łatwo!
Jeżeli temat Was zainteresował to:
– Po dwóch miesiącach, prowadząc dochodzenie: prawie jak detektyw i dostając po „znajomości” materiały, rozpiski, jadłospisy, dowiedziałam się następujących faktów:
P to norma podstawowa.
P1 czyli PW to norma wyznaniowa ( wiadomo, wyznając niektóre religie pewnych rzeczy nie zjemy).
P2 to PK – norma bezmięsna.
PKL ocho… to dieta bezmięsna, lekkostrawna.
P3 norma bezglutenowa, bezmięsna
P4 – ?
P5 – ?
P6 norma nie obejmująca produktów odzwierzęcych – przypadek sprawił, że to wiem.
L? to diety przepisane przez lekarza
L – dieta lekkostrawna.
LC – dieta lekkostrawna, cukrzycowa (jabłuszka są przewidziane dla tych „szczęśliwców”, no i „tajemniczy” chlebek – chyba ze zbóż)
LC4 tego nie wiem.
BG – dieta lekkostrawna, bezglutenowa.
LC3 – jak wyżej i bogatoresztkowa(?) b/mleczna – co by to nie znaczyło.
Dalej wiem, że nic nie wiem.
Są jeszcze oznaczenia typu: TP, CP, TL, TLC.
Są jeszcze dodatki, na przykład: cukier, oczywiście tylko dla niektórych, jakoś tam zaznaczonych jakąś literką.
Są jeszcze kłopoty w dostawach tego co trzeba wydać.
Acha i jeszcze trzeba wiedzieć, dajmy na to: czy dzisiaj jest przewidziany jeden czy dwa paluszki rybne, a może półtora lub dwa i pół.
Praca stresująca, ale przyjemna.
No i satysfakcja, bo wszyscy cieszą się, że dostają tak smaczne i przemyślane „menu”.
PaniEm
Fot. Małgorzata Brus Vivo sin vivir en mi (Żyję w rzeczywistości nie żyjąc – św. Jan od Krzyża) Kończy się noc, a ja wracam z krainy sennych marzeń, by wpaść w koszmar rzeczywistości. Nie chcę otwierać oczu i choć świadomość dopada mnie bezlitośnie, nie chcę jej witać. Siłą woli zwlekam się z łóżka, nim głód narkotyczny sprawi, że stanę się jak bezwładna szmata. Wczoraj kolejny raz nie zostawiłam sobie działki na rano. Moje pragnienie toksycznej euforii i potrzeba choćby fałszywego, chwilowego uczucia szczęścia jest niezaspokojona. Nie mam nic poza zgliszczami, w które obróciłam swoje życie. Obciążona przeszłością bez przyszłości wegetuję w teraźniejszości dla tych krótkich chwil ułudy. Zamykam się na tę prawdę. Nie patrząc w lustro, wybiegam z domu, wtapiając się w poranek budzącego się świata. Mojego świata. Mechanicznie kieruję się do najbliższego sklepu na Dworzec Wileński, bo tam najbliżej i najszybciej zarobię. W głowie pustka, żadnych filozoficznych myśli, żadnych też rozsądnych. Jedynie stały, znany od lat plan: ukraść, sprzedać, zarobić, zaopatrzyć się. Zbliżam się do bramek w supermarkecie z torbą wypełnioną paczkami kawy. Są drogie, więc nie muszę brać ich dużo, wystarczy 10 opakowań po pół kilo – to zysk 150 złotych. Wystarczy na rozpęd dnia. I tak w tej chwili nie byłabym w stanie więcej unieść. Ledwie trzymam się na nogach. Działam odruchowo, w strachu, zdając sobie sprawę, że jeśli nie przyćpam, to z każdą minutą będzie gorzej. Desperacja pcha mnie do działania. Nie dostrzegam zagrożenia. Ono się nie liczy. Kątem oka widzę ochroniarza, który również mnie wypatrzył. A może to tylko moje paranoje. Teraz mnie to nie obchodzi, nie mam czasu – muszę zaryzykować. Mijam bramki, a ochroniarz spuszcza wzrok i dyskretnie odwraca głowę w drugą stronę udając, że mnie nie poznaje. Nie chcę się zastanawiać, jak koszmarnie wyglądam, ale cieszy mnie jego akt litości. Jest nieźle. Znają mnie tu dobrze i wiedzą, że gdy jestem na skręcie, nie warto mnie zatrzymywać. Więcej problemu i zamieszania niż ich prowizja, która się z tym nie równoważy. Już, już tylko jedna przecznica dzieli mnie od Bazarku Różyckiego, na którym stały odbiorca uwolni mnie od ciężaru „łupu”. Bogatsza o sumę potrzebną na poranną dawkę mojego szczęścia i byle jakie śniadanie wracam w stronę domu, na Brzeską. Nawet mroźny wiatr jest mi dziś przychylny, popychając w plecy, dodając pędu ociężałym nogom. Nie rozglądam się na boki, nie patrzę na otaczającą mnie marnotę i obskurne kamienice, mieszkańców skazanych na porażkę życia w nałogu. Mam wrażenie, a raczej pewność, że reprezentuję sobą równie żałosny widok. Mogę uznać to za plus, że się tutaj nie wyróżniam, zlewam się z otaczającym mnie krajobrazem praskiej dzielnicy, niewidoczna dla wścibskich oczu gliniarzy. Zbliżam się do jednej z bram, zaledwie kilka metrów od tej, w której mieszkam. W jej mroku czeka na mnie cel, każdego dnia ten sam, najważniejszy na świecie… To jeszcze jednak nie meta. Resztkami sił, trzęsąca się z zimna, a równocześnie mokra od potu, z glutem po pas docieram do wrót spełnienia. Moim ciałem wstrząsają torsje i nie jestem w stanie się powstrzymać: wymiotuję prawie na buty mijanego przechodnia. Wreszcie ostatnie kroki i ciemna brama prowadząca do klatki schodowej niczym ogromna bezzębna gęba pochłania mnie w swe wnętrze. Moje mieszkanie – drugie piętro. Boże, nie dam rady! Osuwam się na najniższym stopniu i przygotowuję niezbędną miksturę. Zmuszam zdrętwiałe palce dłoni do posłuszeństwa. Wiem, że nie mam czego już szukać na rękach, więc niecierpliwym, zdecydowanym ruchem wbijam się w żyłę pachwinową i dociskam tłok. Narkotyk wtarga w moje ciało, krążąc we krwi wypełnia sobą każdą moją obolałą komórkę, uspokaja każdy rozdygotany nerw. Błogie uczucie otula zmaltretowane ciało i rozhisteryzowaną psychikę. Czuję, jak moja dusza dostaje lekkości i na chwilę wyrywa się z mojego martwego Ja. Znów mnie ubyło. Kolejne stłamszone ludzkie odruchy, kolejne raniące uczucie zepchnięte w podświadomość. Opieram rozpalone czoło o chłodną balustradę. Odcień mojej skóry zlewa się z szarym marmurkowym kolorem kamiennych schodów. I jak one zamieram w bezruchu. Za kilka godzin ponownie zacznę walkę z życiem, które mimo wszystko pragnę zachować, i z samą sobą, której tak bardzo nienawidzę. Ale jeszcze nie teraz. W tej chwili moje myśli, serce i dusza płyną przez nieosiągalną dla nich na trzeźwo krainę marzeń. Jutro znów zacznie się dzień świstaka, a moja przestrzeń wolności będzie odmierzana odległością między tłokiem a igłą. Muero porque no muero (Umieram, nie umierając – św. Jan od Krzyża). Pik
Cele są trochę przeładowane… lubisz żyć w porządku i czystości – błagaj o porządnickich współlokatorów – modlitwy proszące a w końcu dziękczynne (jak się uda) są pod celami na porządku dziennym – jak mantrę powtarzamy zaklinając wychowawcę – tylko nie dziudzios, tylko nie dziudzios !
Bo musicie wiedzieć, że są trzy podstawowe typy więźniów L-ludzi, D-dziudziosów i BDD – bardzo dużych dziudziosów… ten ostatni jest niereformowalny- to zmora każdego osadzonego.
I jest ! – nastąpił dzień nowego współlokatora.
Na pierwszy rzut oka widzisz, że lekko nie będzie – jednak BDD :(. Rozpacz twoja sięga dna! Jak delikatnie powiedzieć i”dź się umyć” (delikatnie, bo resztki empatii tlą się w Tobie jak zapałka na wietrze)? Zatykasz nos pokazując koję (górną bo dolne już dawno zajęte) i modlisz się aby jak najszybciej weszła i skończyła rozkładać kostkę – masz nadzieję, że chociaż to zrobi porządnie… zerkasz… NIE!!! Przerosło ją rozłożenie w miarę porządnie dwóch (naprawdę dwóch) prześciółek i dwóch kocy w kratkę (zwanych kostką)! Emocje targają tobą jak Dorian Bahamami – liczysz po cichu do dziesięciu – daj jej szansę!!! Wreszcie jako tako się udało… wskazujesz ręką biedronę, oczami pokazujesz kąt – UFF! Zrozumiała – zniknęła w kącie dokonać ablucji… woda plumka jak sztorm na Bałtyku… ty sobie podśpiewujesz… może nie będzie tragedii… wychodzi mokra (JEST DOBRZE! PLUMKANIE NIE BYŁO TYLKO NA POKAZ)… pociągasz niepewnie nosem (NOO… CHANEL TO TO NIE JEST, ale nasze mydło przecież zapachu Dove nie posiada)… uśmiech powoli podnosi kąciki twoich ust – ale zaraz orientujesz się przerażona, że ubranie na niej to samo, bielizny upranej w rękach brak (szelest siatki w kącie powinien zasugerować co się stało z bielizną). Zadajesz uprzejme pytanie:
– „Co masz zamiar zrobić z tą siateczką? Chyba nie schowasz jej do kuwety ?!?!” (szuflada na ubrania – przypisek red.) – masz nadzieję, że zasugerowałaś „koleżance”, co ma zrobić. Patrzy na ciebie … wzrok nieskalany myśleniem… – przecież pranie bielizny mogłaś zrobić w wodzie po myciu – sugerujesz niewzruszona… udało się,! Pierwszy sukces wychowawczy na koncie. Wróciła do kąta… ale zaraz! Orientujesz się, że woda pomyciu została wylana, chyba nie pierze tych majtasów w kiblu ?!?! Ale nie – całe szczęście wychodzi, wlewa wodę, znika w kącie – rozpoczyna się pluskanie… woda wylewa się przez drzwi na celę…(mam nadzieję, że takie brudne te majtki nie były… chociaż nie do końca obchodzi mnie ich wygląd…). Pierwsze koty za płoty i … kolejne zaskoczenie: – „Czy ktoś mówił ci, że wylaną wodę trzeba z podłogi zebrać ? – przecież sama nie wyschnie”. A może powinnam zrobić tabliczkę : ZOSTAW TO MIEJSCE W TAKIM STANIE JAK JE ZASTAŁAŚ!!! – ale żeby to zrozumieć trzeba umieć czytać… a zaczynam mieć wątpliwości… lepiej od razu powiem, która szmata jest do podłogi, bo jeszcze mi tą od stołu zacznie podłogę wycierać (AH! TA EMPATIA!!!). Po zestawie standardowych pytań: „za co?”, „na jak długo?” itp.. itd. omawiam zasady (oczywiście tylko raz hue hue hue). Wszystko już chyba jest jasne – taką mam nadzieję… Dzień powoli dobiega końca… Zmęczona rzucam do siebie „…obejrzę coś w szkiełku, potem spać” (apel o 7 – kto poza więźniami wstaje o tak barbarzyńskiej porze???). W chwili kiedy zaczynam przysypiać rozlega się dźwięk (przypominający piłę mechaniczną chwilę po odpaleniu) – zrywam się, pierwsza myśl – Krztusi się! O Boże!!! Ratujmy ją!!! – ale nie, koleżanka po prostu odsypia gruby melanż i przejściówkę… CO ROBIĆ??? – przecież jej nie dotknę… wrzeszczę więc – zamkniesz się w końcu i dasz nam spać?!?!
Przecież nie śpię… – słyszę zaspany głos. Chwila ciszy i wytchnienia, wypalam papierosa (dobrze, że wcześniej go zawinęłam, bo ręce mi się ze złości trzęsą), zawijam się w pinkiel… uspokajam oddech… światło nocówki to ostatnie, co widzę przed zaśnięciem… NAGLE!!! Co się dzieje, słyszę walenie szafki, szeleszczenie folii od chleba (chyba ?!?!?) i ten smród… czy to czosnek ??? – zrywam się : Co jest…? I nie uwierzycie… ONA JE… (moje zaspane oczy prawie wyszły z orbit).
– „No co? Głodna jestem” – jeszcze chwila i huragan Dorian to zefirek przy mnie będzie… trzymajcie mnie w dziesięciu… już w gardle rodzi mi się wrzask i pełno niewybrednych inwektyw ciśnie mi się na usta… na szczęście BDD chyba sama zrozumiała, że pora nocna to nie pora posiłków – zostawiła wszystko na blacie. Nie mam siły robić awantury, zmęczenie mnie dopadło… zasypiam modląc się o spokojną resztę nocy… do apelu zostało tylko 3,5 godz…. Resztę pozostałego czasu przespałam spokojnie, rano jestem nieprzytomna… jakoś dowlokłam się do czajnika… trzy kawy i dziesięć papierosów później… westchnęłam … – przewinę jej zasady raz jeszcze (co zrobić ! )… może zrozumie (O NAIWNOŚCI MOJA!!!)… CDN.